Debiut Podolskiego w Zabrzu. Jak wypadł mistrz świata?

Piłka nożna
Debiut Podolskiego w Zabrzu. Jak wypadł mistrz świata?
Fot. Cyfrasport
Iwanow: Wszystkie podania Podolskiego, nie dość, że były zagrane z chirurgiczną precyzją, na nos, to jeszcze pokazywały pomysłowość Łukasza, jego właściwe postrzeganie sytuacji meczowej, mogły przyspieszać akcję, otwierać strefy i stwarzać okazje.

Już dawno na żadnym stadionie, nie tylko polskim, nie widziałem tak wielu koszulek z nazwiskiem jednego piłkarza. „Podolski” i nr 10, głównie na białym trykocie przewijał się przez trybuny zabrzańskiego stadionu bardzo często, także w strefie vip, gdzie przy jednym stoliku w ten sam zestaw ubrani byli wszyscy jego biesiadnicy. Debiut Łukasza Podolskiego ściągnął tłumy kibiców i największych gwiazd klubu i polskiej piłki z kilku dekad. Jak wypadł "Poldi"?

To i tak szczęśliwcy, którzy przezornie zaopatrzyli się w ten atrybut wcześniej. Produkcja nie nadąża z nadrukami. Dziś „od ręki” można kupić jedynie inne t-shirty oznaczające powitanie „Poldiego” w domu. Przy zamawianiu repliki trzeba uzbroić się w cierpliwość. Będziesz daleko w kolejce.  

 

Przy tak wielkim zainteresowaniu tym spotkaniem – czytaj: potencjalnym debiutem Łukasza w Ekstraklasie – Jan Urban nie mógł sobie pozwolić by nie pokazać go ponad 18 tysięcznej widowni. Na trybunach zasiedli m.in. Jan Banaś, Stanisław Oślizło, Jan Kowalski. Z Niemiec specjalnie na to spotkanie przyjechał Waldemar Matysik, był Marcin Bochynek, Tomasz Hajto z małżonką i mocna ekipa z Wieczystej z właścicielem klubu Wojciechem Kwietniem, Franciszkiem Smudą i Sławomirem Peszko na czele. Do tego przedstawiciele Rakowa Częstochowa z Markiem Papszunem, Goncalo Feio i Dariuszem Skrzypczakiem. Zapytań o zaproszenia było więcej niż miejsc. Prezes Dariusz Czernik uwijał się jak w ukropie, by każda z ważnych dla klubu postaci otrzymała możliwość przeżycia tego wydarzenia na stadionie.

 

ZOBACZ TAKŻE: W Polsce był obiektem drwin, potem tułał się po klubach. Jak Daniel Sikorski stał się snajperem z prawdziwego zdarzenia?

 

Nikt nie oczekiwał co prawda cudów, ale po spotkaniu panował jednak dość kiepski nastrój. Może nie rozczarowanie ale obawa, że Górnik może „zamieszać” się w walce o utrzymanie. To co prawa dopiero druga kolejka i może jeszcze nie czas na takie prognozowanie ale zespołu na „Roosvelt Park” póki co nie widać. A „Poldi” nawet przygotowany na sto procent sam tego nie „pociągnie”.

 

Urban sięgnął po mistrza świata bardzo szybko. Bo już po przerwie. Ściągnął dwóch środkowych pomocników Alasanę Manneha i Filipa Bainovića, mimo że szczególnie ten pierwszy przez połowę pierwszej części jeszcze jako tako spinał centralną formację, a wynik 1-1 po pierwszych 45 minutach nie był przecież najgorszy.

 

To, że z Podolskim nie trzeba się było spieszyć, to jedna sprawa. Druga – istotniejsza – razem z nim na placu pojawił się 18-letni Adrian Dziedzic, chłopak, który w ubiegłym sezonie grał w trzecioligowych rezerwach i „CLJ-ce”. Szkoleniowiec znany z umiejętnego wprowadzania młodzieży tym razem kompletnie przeszacował.

 

„Spalił” młodzieńca, który absolutnie nie mógł się odnaleźć, a przy rozkręcającym się Lechu z Tibą, Amaralem, Ishakiem, Kamińskim, Skórasiu czy później Murawskim i Marchwińskim ten żółtodziób bez właściwego wsparcia by kompletnie zagubiony. Tak jak jego starsi koledzy przy Podolskim. Jego wszystkie podania, nie dość, że były zagrane z chirurgiczną precyzją, na nos, to jeszcze pokazywały pomysłowość Łukasza, jego właściwe postrzeganie sytuacji meczowej, mogły przyspieszać akcję, otwierać strefy i stwarzać okazje.

 

Tyle, że partnerzy na taką wizję i inteligencję w ocenie boiskowych wydarzeń nie byli gotowi – mentalnie i technicznie. Z całym szacunkiem dla Mateusza Cholewiaka i Roberta Dadoka – z takim poziomem zetknęli się w meczu o punkty po raz pierwszy w życiu. Niestety cieniem zawodnika jest Bartosz Nowak, energią nie emanuje też Jesus Jimenez. Znający się na piłce zabrzański kibic najpierw cmokał z zachwytu widząc jak celnie zagrywa Podolski, a potem głośno przeklinał zauważając, że kolega ma problem z przyjęciem piłki, albo zwleka z wyjściem na pozycję uniemożliwiając byłemu reprezentantowi Niemiec prostopadłe podanie.

 

Wydawało się, że wejście Podolskiego uskrzydli drużynę. Doda jej siły, wiary, podniesie walory ambicjonalne, każdy z kolegów powinien poczuć się jeszcze bardziej odpowiedzialny za górniczą jedenastkę. Było zupełnie odwrotnie. Zabrzanie stali się jeszcze mniej pewni niż w pierwszej połowie, nie mieli absolutnie żadnego pomysłu na mecz, co przecież cechowało ekipę Marcina Brosza, która prezentowała nie tylko odpowiednią strukturę grania ale i cechy wolicjonalne, dynamikę boiskowych poczynań i pozytywną agresję.

 

Poznańska „lokomotywa” przejechała się po zabrzańskich torach zaskakująco gładko. Górnik i tak miał szczęście, że Grzegorz Sandomierski wyciągnął kilka bardzo groźnych strzałów, bo wynik 1:3, choć nie wygląda przecież za dobrze, mógłby być dużo bardziej bolesny. „Kolejorz” zepsuł co prawda święto, ale miał litość, bo mógł je przerodzić w stypę.  

 

Jan Urban wielokrotnie powtarzał przed tym sezonem, że jego celem jest nauczenie Górnika gry w piłkę. Taka jest jego filozofia i wizja futbolu i tego chce się trzymać. Dwa pierwsze testy – w Szczecinie z Pogonią i ten piątkowy z Lechem – zostały jednak oblane z kretesem. Jeżeli Górnik miał zostać nauczony gry w piłkę, to jeszcze się nie nauczył. Co gorsza, stracił także swoje poprzednie atuty i jeżeli nie wygra w najbliższy weekend ze Stalą Mielec, Podolski może częściej zacząć myśleć o tym, że chce jednak zaangażować się mocniej w niemiecki „Mam Talent”…

 

Jest w tym trochę ironii, przepraszam… Ale fakty są niestety takie, że wielu jego kolegów z zespołu mogłoby nie przebrnąć eliminacji do tego programu. Futbol na „tak” w teorii brzmi bardzo fajnie. W praktyce Górnikowi potrzebne są jednak punkty, a nie ornamenty.

Bożydar Iwanow z Zabrza, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie