Tomasiak nie wspomniał o tym choćby słowem. Teraz dopiero się zacznie
Kacper Tomasiak zaskoczył i zdobył srebrny medal igrzysk na skoczni normalnej. - Już po pierwszej serii wiedziałem, że będzie medal – mówi Rafał Kot i odsłania kulisy pasjonującej walki 19-latka o medal. – Przebojem wdarł się do kadry. Gdy inni podjeżdżali drogimi samochodami na treningi, dla niego liczyła się praca – opowiada członek zarządu PZN.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Zanim damy się ponieść euforii, to przyznam, że po skokach Pawła Wąska i Kamila Stocha miałem kwaśną minę.
Rafał Kot, członek zarządu PZN: Już ich treningowe skoki nie były górnolotne.
Obaj byli jednak w trzydziestce, a tu nawet tego zabrakło.
To prawda. I w tym sensie jeden i drugi skoczyli poniżej swoich możliwości. Uważałem, podobnie jak trener Maciusiak, że trzydziestka jest w ich zasięgu, że w niej będą.
ZOBACZ TAKŻE: Adam Małysz skontrował legendę! "Nie było nawet dwóch zdań”
Cały nasz niedosyt przykrył jednak już pierwszy skok Kacpra Tomasiaka. Inna sprawa, że w pewnym momencie miałem takie wrażenie, że mógł z tego wyciągnąć więcej.
Najlepsi po swoich skokach mówią, że mogli coś poprawić i dołożyć kilka metrów. Pewnie, że Kacper też mógł zrobić coś lepiej i skoczyć dalej, ale z drugiej strony pamiętajmy, że mówimy o 19-latku, który pierwszy sezon skacze w zawodach Pucharu Świata, który przebojem wdarł się do kadry. Dotąd ta jego kariera wyglądała różnie. Dostał szansę w letnich zawodach Pucharu Świata i wykorzystał ją, szybko budując pozycję.
W Predazzo potwierdził wszystko to, co się o nim mówiło. Zwłaszcza że ma mocną psychikę.
To nie ulega wątpliwości, choć ja muszę powiedzieć, że nie ma czegoś takiego, że zawodnik potrafi się całkowicie odciąć. To dotyczy nawet tych wielkich.
No to muszę powiedzieć, że Tomasiak jest blisko ideału, bo zawodnicy przed nim skakali daleko i wspaniale, a on potrafił im odpowiedzieć.
Poradził sobie. Zrobił to wspaniale. W tym drugim skoku niósł ze sobą większy bagaż, ale potrafił to dźwignąć.
I chyba zrobił maksa, bo Niemiec Raimund skakał wspaniale. Choć jak się spojrzało na jego finałowy skok z tej kamery za jego plecami, to nie wiem, czy nie lądował na dwie nogi.
Tego już nie będziemy rozstrzygać. Ja powiem krótko: on się pokazał na sesjach treningowych i zasłużył na to złoto. Podobnie jak Tomasiak na srebro. Martwić się mogą Austriacy, Słoweńcy i Norwegowie, bo oni są bez medalu.
Przed konkursem rozmawiałem z Apoloniuszem Tajnerem, który mówił mi o świetnych skokach treningowych Tomasiaka w Szczyrku i dawał do zrozumienia, że z tego może być medal, więc dla mnie to nie była niespodzianka. A jednak powszechny odbiór jest taki, że wszyscy mówią właśnie o niespodziance.
Dla mnie też to nie jest niespodzianka. Był najlepszy z naszych, dobrze skakał tuż przed wyjazdem na igrzyska i na treningach też pokazał się z dobrej strony. Liczyłem, że z tego będzie wynik. Choć tym srebrem mnie zaskoczył.
Kiedy pan uwierzył?
Po pierwszej serii wiedziałem, że będzie medal. Wiedziałem, że Francuz, który jest przed Tomasiakiem, nie powtórzy drugiego tak dobrego skoku. Także sądziłem, że Kacper wskoczy na trzecie miejsce. Jednak on zaatakował i mamy srebro.
A niespodzianka jest o tyle, że to pierwsze podium Tomasiaka w tym sezonie.
Ja też bym wolał stać raz na podium igrzysk, niż kilka razy na podium zawodów Pucharu Świata. Poza tym on już teraz wskoczy na podium Pucharu Świata. Ta fala sukcesu go poniesie. On zresztą jest głodny sukcesu, a tam potencjał jest wielki. Ta dobra forma już go nie opuści. Ja jestem ciekaw, jak on się zachowa na wielkiej skoczni, tej do lotów. Bo na pewno dostanie teraz szansę.

Wybiegł pan dalej, a ja chciałem zapytać, co może stać się na dużej skoczni?
Kacper już nic nie musi, już zrobił wynik ponad stan. Ja sobie przypominam ten jego wywiad przed sezonem, gdzie mówił, że jego celem są mistrzostwa świata juniorów. Ani słowem nie wspomniał o igrzyskach. To też pokazuje, jak jest poukładany. Tym się różni od wielu swoich rówieśników, którzy przychodzą na skocznię, żeby zarabiać. Tylko zabiegają o sponsorów, potem podjeżdżają na treningi drogimi samochodami i już wiadomo, że pożytku z nich nie będzie. Dla Tomasiaka liczy się praca. Może niektórzy pójdą po rozum i wezmą z niego przykład.
Uciekł pan jednak o pytania o medalowe szanse na dużej skoczni?
Będzie trudniej. Bo choć on będzie miał mniejsze obciążenie, to dojdą do głosu latawce, jak Prevc. Odkuć będą się chcieli Austriacy i Norwegowie.
A czy ten medal rozgrzesza trenera Maciusiaka. Przed wyjazdem i po powołaniach do kadry dużo było zamieszania wokół jego osoby.
Sukces jest. Trenera rozlicza się za wyniki i czy to się komuś podoba, czy nie, to wynik broni szkoleniowca. Zresztą trener Maciusiak ładnie się zachował, mówiąc, że należą się podziękowania dla Wojtka Topora, bo to on przygotował Tomasiaka. Maciusiak podziękował, podkreślił, że to nie tylko jego sukces i to mi się spodobało. Pokazało to, że jest dobra współpraca, że kadra A nie jest zabetonowana. Cieniem na razie kładzie się tylko ten słaby występ Kamila i Pawła. Mamy jednak medal, a liczę też, że ta dwójka się obudzi.
Czy w związku z dobrym występem Tomasiaka, ale i też Anny Twardosz, możemy liczyć na medale w duetach, czy w mikście?
Przy dobrych skokach tego drugiego możemy osiągnąć dobry wynik w duetach. O medal będzie jednak ciężko. Natomiast w mikście brakuje nam wyrównanego składu. Jeden dobry chłopak i jedna dobra dziewczyna, to za mało. Aczkolwiek niespodzianki się zdarzają. Tyle że bardziej liczyłbym jednak na duety. A już poza wszystkim, to cieszę się, bo polskie skoki potrzebowały sukcesu. Były ataki na PZN, wiadomo przez kogo inspirowane, a ten medal uspokoi nastroje.
Przejdź na Polsatsport.pl

