Pola Bełtowska rozwiała wątpliwości. "Oficjalnie mogę powiedzieć, że tak"

Zimowe

Mimo 10. miejsca na skoczni normalnej Anna Twardosz wyjedzie z Predazzo z niedosytem, a Pola Bełtowska przyznaje, że choć na dużym obiekcie poprawiła kilka aspektów, to nie oddała satysfakcjonującego skoku. Obie Polki zakończyły już udział w igrzyskach olimpijskich Mediolan-Cortina d'Ampezzo.

Skoczkini narciarska w powietrzu podczas zawodów, z nartami wyciągniętymi do przodu, ubrana w niebieski kombinezon z numerem 10.
fot. PAP
Pola Bełtowska

Bełtowska udział w tej imprezie rozpoczęła od zepsutej próby na normalnej skoczni 7 lutego, gdy zajęła ostatnie miejsce. Spotkała ją za to ogromna krytyka, o której 19-letnia debiutantka nie chce już rozmawiać. W niedzielę stanęła do rywalizacji na dużym obiekcie i była 41.

 

ZOBACZ TAKŻE: Miejsca punktowane Polaków podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026

 

- Cieszę się, że wyglądało to lepiej niż w próbnej serii, ale nie jest to satysfakcjonujący skok. Głównym celem było wytrzymanie dojazdu w jednej pozycji do końca, zmieniłam układ rąk. Myślę, że w miarę się to udało - relacjonowała.

 

Pomimo negatywnych doświadczeń zapewniła, że ze swojego olimpijskiego debiutu wyciągnęła pozytywny wniosek: otaczają ją ludzie, na których może polegać.

 

- To jest kopniak do dalszej pracy i będę go teraz wykorzystywać - dodała. Na pytanie, czy zaczyna właśnie przygotowania do igrzysk w 2030 roku, odparła: - Oficjalnie mogę powiedzieć, że tak.

 

O pięć i pół roku starsza Twardosz, która na normalnej skoczni sprawiła jedną z największych niespodzianek z całej polskiej reprezentacji i zajęła 10. miejsce, na dużym obiekcie była w niedzielę 36.

 

- Nie może być pięknie i kolorowo, trzeba dostać zimny prysznic. I iść dalej - podsumowała.

 

Nie pokusiła się o taką obietnicę dotyczącą kolejnych igrzysk jak koleżanka z kadry. - Co będzie, to będzie - powtarzała.

 

W międzyczasie Bełtowska i Twardosz wzięły udział w konkursie drużyn mieszanych, w którym razem z Kacprem Tomasiakiem i Pawłem Wąskiem zajęły 11. miejsce. Tomasiak i Wąsek powalczą jeszcze w poniedziałek w rywalizacji duetów, a dla zawodniczek zmagania w tej dyscyplinie już się zakończyły.

 

- Na obydwu skoczniach odbijałam się za wcześnie. Z jednego problemu pojawiały się kolejne. Ale bardzo się cieszę, jestem z siebie zadowolona, choć wiadomo, że jest niedosyt. W każdym konkursie w jednym skoku mogłam dać z siebie trochę więcej. Liczę na to, że w przyszłości będę jeszcze lepsza - podsumowała.

 

Podkreśliła, że liczy na zrównanie męskiego i kobiecego programu tej dyscypliny w igrzyskach. Obecnie panowie startują w jednej konkurencji więcej - w duetach.

 

- Wiadomo, że chciałoby się tutaj zostać, żeby nam zorganizowali trochę więcej konkursów, szczególnie na tej skoczni normalnej. Ale teraz pierwszy raz była duża skocznia, więc przynajmniej tyle mamy. Mam nadzieję, że w przyszłości się to zmieni i będzie równo - powiedziała.

 

PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie