Iwanow: Ważni są nie tylko ci, których nie mamy
Mimo że personalne decyzje Jana Urbana na marcowy cykl spotkań reprezentacji Polski zgodnie określono hasłem „normalny selekcjoner-normalne powołania” nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy jednak do czegoś się nie przyczepili. Ktoś jest na wyrost, a kogoś nie ma, choć przecież zasługuje.

Dlaczego tak jest? Przecież ten gra więcej i pod lepszym adresem, a tamten jest bez formy, a do tego występuje w drugiej lidze na zachodzie, albo - co gorsza - w Ekstraklasie. Jeszcze ktoś inny nie raczył odebrać telefonu ani oddzwonić. Okazuje się jednak, że w tej pozornej normalności wcale nie jest normalnie.
Zazwyczaj najgłośniej mówi się o tych, których nie mamy. Jakby w tym przypadku dotyczyło to nazwisk, które faktycznie mogłyby mieć znaczący wpływ na nasze „być albo nie być” na mistrzostwach świata w trzech krajach Ameryki Północnej. Czy ja widziałbym na tak zwanym „backupie” Jakuba Kiwiora Kacpra Potulskiego? Tak. Czy wolałbym Sebastiana Walukiewicza w miejsce Przemysława Wiśniewskiego? Gdyby ten drugi nie był już podstawowym zawodnikiem kadry, na pewno bym się nie zastanawiał.
Ale to nie zawsze działa w ten prosty sposób, że gość z Serie A na pewno będzie bardziej pasował pod założenia niż zawodnik, któremu w oczy zagląda krajowa 1. Liga. Bartłomiejowi Drągowskiemu zresztą też. Kamila Grosickiego dotyczy ta sama historia. Pogoń podobnie jak Widzew też jest zagrożona. Poza Bartoszem Mrozkiem, który i tak jest bramkarzem numer 4, więc występ mu nie grozi, każdemu z pozostałych piłkarzy z naszej ligi zaproszonych na marcowe zmagania grozi opuszczenie elity. Wygląda to dość … dziwnie. Ale kruszyć kopii o to sensu nie ma.
Mamy taką tendencję, że gdy ktoś nagle strzeli parę bramek (Żukowski!) albo kapitalnie zaprezentuje się na tle Bayernu (Potulski) bądź też będzie czarował fenomenalnymi asystami w Ekstraklasie (Nowak) od razu widzimy ich w kadrze. A to przecież jest jakiś zbudowany organizm, który ma ręce, nogi, plecy oraz głowę więc nie można co chwilę w nim czegoś wymieniać. Jeżeli mamy brać przykład od najlepszych, to zobaczymy, że wśród czołowych ekip świata wyjściowa jedenastka co mecz aż tak mocno się nie zmienia. Nie tylko zresztą ona.
Jeżeli przebrniemy Albanię, a potem nie powinie się nam noga na Ukraińcach bądź Szwedach, tematu braku paru nazwisk z marcu nie będzie się poruszać. Ale ten stan rzeczy nie potrwa długo. Cała „zabawa” zacznie się na nowo i ruszy ze spotęgowaną siłą przed mundialem. I módlmy się o to, żeby taki „młyn” miał miejsce. Bo będzie to oznaczało, że udało nam się awansować.
Przejdź na Polsatsport.pl