„W finale Pucharu Polski faworytem będzie Górnik”

Tomasz LachPiłka nożna

Górnik Zabrze i Raków Częstochowa zagrają 2 maja w finale Pucharu Polski. Kibice na Górnym Śląsku liczyli na finał Górnika z GKS-em Katowice, ale to Raków był górą w epickim półfinale. Jak ocenia postawę śląskich drużyn trener Jan Żurek?

Czterech piłkarzy rywalizuje o piłkę na boisku, w tle trybuny zapełnione kibicami.

Tomasz Lach: Z Górnikiem Zabrze jest Pan związany od 50 lat, a na finał Pucharu Polski musiał Pan czekać równo ćwierć wieku. Ten awans został pewnie wywalczony w meczu z 3-ligowym Zawiszą Bydgoszcz, chociaż wynik 1-0 zdaje się mówić coś przeciwnego. Spodziewał się Pan takiego obrazu spotkania?


Jan Żurek (były trener Górnika Zabrze – półfinał Pucharu Polski 1998 i GKS Katowice – 3. miejsce w Ekstraklasie 2003): To było zasłużone zwycięstwo Górnika. Drużyna była dobrze przygotowana taktycznie i mentalnie, zagrała konsekwentnie. Zresztą trener Gasparik słynie z przygotowania zespołu pod dany mecz i tak też zadaniowo Górnik podszedł do rywalizacji z Zawiszą. Fajerwerków może nie było, ale Górnik był na wszystko przygotowany. Na ciężkie boisko, na silny wiatr, na wszelki przypadek, jaki może mieć miejsce choćby po stałych fragmentach gry. Wszyscy grali z żelazną konsekwencją. Nie był to jakiś porywający mecz, ale chodziło o wykonanie zadania. Widzieliśmy po spotkaniu, jak się chłopcy cieszyli, jak wielka była radość. Ma to związek z tym, że Puchar Polski się zmienił, bo kiedyś nie był tak doceniany jak obecnie. Wartość tego trofeum z każdym rokiem rośnie. Jego zdobycie oznacza grę w europejskich pucharach i wielką nobilitację. Wiele drużyn bardzo poważnie podchodzi do tych rozgrywek. Cieszę się z awansu Górnika Zabrze do finału, ale szkoda mi Gieksy.

 

GKS Katowice jest chyba sam sobie winien. Prowadził do przerwy 2-0, miał sytuację pod całkowitą kontrolą. Dlaczego w ciągu 20 minut drugiej połowy stracił 3 gole i skazał się w ostateczności na rzuty karne?


Taka jest piłka. Dobrze wiem, że wynik 2-0 niczego nie załatwia. To jest bardzo niebezpieczny wynik. Przy 3-0 mówi się, że mecz jest już zamknięty i nic nie powinno się zdarzyć. Bywały jednak takie przypadki, że drużyna przegrywała 0-3, by wygrać 4-3. Sam coś takiego przeżyłem. Podkreślam, że sytuacja, kiedy prowadzisz 2-0, jest niepewna. Poza tym jedna zmiana dezorganizuje drużynę, a w końcu GKS Katowice nie grał z zespołem 3-ligowym, tylko z czołową drużyną Ekstraklasy. Drużyną, która ma potencjał wśród zawodników i szeroką ławkę. Po przerwie mecz nabrał rumieńców, Raków zaczął inaczej grać, a dogrywka to już był prawdziwy roller-coaster.

 

Co zadecydowało o przegranej GKS-u w Częstochowie? Niewymuszona zmiana Lukasa Klemenza, zmarnowana idealna sytuacja Bartosza Nowaka czy jeszcze inne czynniki?


Proszę wybaczyć, ale nie będę oceniał zawodników GKS-u. Oni mnie znają, ja ich znam. Widać było, że w tym meczu w drugiej połowie zmienia się układ sił. Zabrakło mi w GKS-ie reakcji, jakiejś zmiany personalnej czy zmiany ustawienia. Niektórzy trenerzy tak robią, by zamknąć wynik. Za przykład niech posłuży półfinał Górnika Zabrze w Bydgoszczy, gdzie trener Gasparik, widząc, że jest tylko 1-0, wprowadził dodatkowego obrońcę Pawła Bochniewicza. Gasparik obawiał się stałych fragmentów gry, a Bochniewicz jest rosłym obrońcą, dobrze grającym głową. Dla trenera każdy mecz jest nauką. My się ciągle uczymy, każdy mecz, każda sytuacja nas uczy. Piłka nożna jest cudowną grą, ale nie można jej zautomatyzować, ponieważ każda sytuacja jest trochę inna. Co do rzutów karnych, to bramkarz jest w nich najważniejszą osobą. Bardzo ważny jest również dobór zawodników, którzy chcą strzelać. Niektórzy piłkarze są kozakami na boisku, ale kiedy emocje sięgają zenitu, to okazuje się, że nie chcą strzelać. I zdarza się, że ci najwięksi pewniacy nie podchodzą do piłki. Ale co by nie powiedzieć, najważniejszy jest bramkarz. Jeśli coś obroni, zainterweniuje, to pomaga tym, którzy w jego zespole strzelają. Oliwier Zych był bohaterem, to trzeba podkreślić. Reszta to już historia. Trzeba pogratulować obu zespołom znakomitego widowiska. Piłkarze dali z siebie bardzo dużo. Być może w dogrywce zabrakło przytrzymania piłki, spokoju, ale trzeba ocenić obie drużyny bardzo wysoko. Kibice przychodzą na stadiony, by oglądać tak kapitalne widowiska. Byłem cały „happy”, oglądając to spotkanie.

 

Żałuje Pan, że na Stadionie Narodowym w finale nie dojdzie do derbów Górnego Śląska?


Wbrew pozorom to będzie śląski finał, bo Częstochowa leży w województwie śląskim. Będziemy mieli w finale Pucharu Polski śląskie derby. Henryk Kula, który jest szefem Śląskiego Związku Piłki Nożnej, na pewno powie, że to jest śląski finał i koniec. I będzie miał rację.

 

W czasach PRL-u kluby z Górnego Śląska były wiodącą siłą rozgrywek ligowych. Dzisiaj w Ekstraklasie Górnik Zabrze i GKS Katowice zgłaszają aspiracje do czołówki, ale trudno chyba mówić o potędze śląskiego futbolu?


To prawda, ale transformacja, która się odbyła w górnośląskich klubach, upadłość przemysłu miały na to wpływ. U nas w Zabrzu było 8 kopalń, a dzisiaj nie ma żadnej. Była huta - nie ma huty. I tak dalej. To dotyczy każdego śląskiego miasta. Kiedyś u nas piłkarze byli zatrudnieni przez kopalnię. I jeżeli kopalnia miała 9000 pracowników, to zatrudnienie 20 piłkarzy nie było żadnym kosztem. Za to splendor był wielki. Ślązacy kochali swoich piłkarzy, chodzili na mecze i stadiony były pełne. Obecnie mamy zupełnie inną sytuację. GKS Katowice i Górnik Zabrze grają kapitalnie. Pracowałem w Katowicach w ciężkich warunkach, ale w pewnym momencie miasto zaczęło pomagać Gieksie. Dzięki władzom miasta powstał tam klub naprawdę na solidnych podstawach. Katowice to bogaty i dobrze zarządzany ośrodek i GKS naprawdę ma przyszłość. Wybudowali piękny stadion w nowym miejscu, chcą rozbudowywać akademię. To bardzo cieszy, bo klub stał się wizytówką Katowic. Wizytówką Górnego Śląska. Potencjał w Katowicach na pewno jest bardzo duży. To jest klub stabilny i będzie z każdym rokiem coraz mocniejszy. To samo można powiedzieć o Górniku Zabrze, z tym że tam sprawy właścicielskie nie są podomykane. Biorąc pod uwagę długi, które wciąż trzeba spłacać, to Górnik radzi sobie bardzo dobrze. Ma mocną kadrę, która jest dobrze zarządzana przez sztab, który naprawdę super funkcjonuje. Górnik Zabrze ma szansę na mistrzostwo Polski. Nikt w Zabrzu głośno na ten temat nie mówi. Gdyby GKS nie „sfajdolił” jednego czy dwóch meczów, tak samo mógłby walczyć o mistrza. Siłą jednej i drugiej drużyny jest sytuacja kadrowa. Mocna ławka, mądre transfery, które pomogą w trudnej sytuacji. W obu klubach była wyobraźnia, że sezon będzie trudny i będą potrzebne wzmocnienia. Kto wie, czy Gieksa i Górnik nie namieszają w końcówce ligi, bo grają bardzo konsekwentnie, stabilnie. Może nie ma tam gwiazd, ale są piłkarze, którzy walczą dla klubu, walczą o każdy punkt, a to jest mocna karta przetargowa. Koniec końców to drużyna wygrywa.

 

Kto jest dla Pana faworytem finału - Raków czy Górnik? Za „Medalikami” przemawiają wygrane w 2021 i 2022 finały na Stadionie Narodowym, za Górnikiem aktualna forma.


To jest totolotek, jeden mecz i jak w tej piosence - „wszystko się może zdarzyć”. Mimo wszystko uważam, że to Górnik będzie faworytem. Wspominałem o sztabie i myślę, że w Górniku ten sztab jest o wiele bardziej doświadczony. Trener Michal Gasparik ze swoimi współpracownikami zdobył 3 razy Puchar Słowacji, bijąc hegemonię Slovana Bratysława, a to wielka rzecz. Świętując wygraną nad Zawiszą Bydgoszcz, Górnik już myślał o finale. Oczywiście jest jeszcze liga, jest o co grać. Ten finał może Górnikom dać przepustkę do europejskich pucharów. Z tym wiążą się określone zyski finansowe dla klubu. Myślę, że Górnik to zrobi. Jak pierwszy zdobędzie bramkę, to ciężko będzie mu strzelić gola, bo jest lepiej zorganizowany.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie