Zamieszanie w klubie PlusLigi po nagłej decyzji trenera. "Nie wiem, jak się obie strony dogadają"

Jakub BednarukSiatkówka

Przecież tak jednostronny finał Pucharu Polski nie powinien się wydarzyć! A się wydarzył. Dlatego tak kochamy nieprzewidywalność w sporcie. Kiedyś tutaj pisałem, że 2+2 czasem wychodzi 7 i to jest piękne.

Siedzący trener siatkarski w okularach
fot. PAP
Trener Massimo Botti

Do finału Resovia Rzeszów wygrywa świetny i bardzo prestiżowy mecz w Zawierciu. Przegrywa, ale po dobrym widowisku w Gdańsku, gdzie Trefl ze swoich puzzli stworzył sobie twierdzę. Przed samym turniejem w Tauron Arenie gra u siebie łatwy mecz z Luneburgiem i rozbija w półfinale Warszawę. Wszyscy zdrowi, wszyscy wyświeżeni, wszyscy naładowani przed finałem.

 

ZOBACZ TAKŻE: Dominacja Bogdanki! Nagrody indywidualne Pucharu Polski siatkarzy 2026

 

Za to Lublin męczy się w Nysie. Przepycha mecz 3:2 z Kędzierzynem. Na dwa dni przed półfinałem cierpi w Roeselare, grając średnio, kolejny raz pięć setów do godziny 23.00, wracając do hotelu o 02.00 w nocy. W piątek kierowca, odwożący zespół na samolot, myli lotniska. Zespół cudem ląduje w piątek, wchodząc na trening na czworaka. W półfinale wciąż krwawi, dziękując niebiosom, że Olsztyn grał dobrze, ale niewystarczająco, oczywiście grając kolejny tie-break, tracąc przy okazji Henno.

 

Dlaczego więc w finale zobaczyliśmy taką różnicę? Coś ta drużyna w sobie ma, coś stworzyła. Kolejny raz, po finale PlusLigi poprzedniego sezonu, miażdży przeciwnika w najważniejszym momencie. To, co zobaczyliśmy w finale, było po prostu nielogiczne, ale o to właśnie w sporcie chodzi.

 

 

Za każdym razem podkreślam rolę Leona i jego wpływ na każdą osobę w klubie. On jest jak Michael Jordan w Chicago Bulls. Scottie Pipen, Tony Kukoć i reszta czuła się po prostu niezniszczalna i nieśmiertelna, kiedy Jordan stał z nimi na boisku, ale to poczucie w drużynie tworzyło się codzienną pracą i budowaniem relacji.

 

Bottiego z Antigą dzieli sporo. Jeden bazujący na dobrej atmosferze i wyczuciu meczowym, które tym razem go zawiodło. Drugi - na codziennej harówce i dbaniu o każdy szczegół na treningu. Obaj świetni trenerzy, ale zupełni inni. Dwóch innych trenerów, ale drużyna wciąż z tym fundamentem w postaci Leona i zawodników, którzy przy nim stają się wyżsi, szybsi, silniejsi.

 

Dlaczego Resovia tak zaprezentowała się w finale - tego nie wiem i nie jestem w stanie sobie tego wytłumaczyć. Przekombinowanie Bottiego i niezabezpieczenie pozycji libero w zespole z trzema topowymi zawodnikami na tej pozycji nie było decydujące, ale to był pierwszy klocek, który przewraca domino. Wiem, że to się udało w Zawierciu, ale Alekno tylko raz wygrał, przestawiając Muserskiego na atak. Później próbował to powtórzyć, ale bez skutku.

 

 

Wiem również, że to tylko jeden mecz i nie można wyciągać tak bardzo głębokich wniosków, ale topowe drużyny są tworzone do ważnych meczów, a ten jak na razie w tym sezonie był najważniejszy, gdzie poza Cebuljem żaden z zawodników nie dojechał. Olsztyn jechał na turniej uśmiechnięty i zagrał, ile miał. Mimo tych uśmiechów, może jednak czuć niedosyt, bo w tym sezonie kilkukrotnie widziałem tę drużynę grającą zwyczajnie lepiej i ja mam jednak poczucie niedosytu i straconej szansy, bo Lublin w półfinale był do pokonania, a taką Resovię mógł AZS dopaść. Ale kibicowsko chyba wygrał, bo ekipa na zielono przyjechała bardzo mocna.

 

Warszawa wciąż w Pucharach cierpi. Pięć meczów w półfinałach PP i pięć razy 0:3. Weźcie mi to wytłumaczcie, bo ja nie rozumiem!

 

Dzień przed meczem spędziłem na hali, oglądając wszystkie treningi. Takie przedmeczowe zajęcia są bardzo do siebie podobne i raczej wszyscy robią to samo. Rozgrzewka, zabawa w „dyszelki”, krótkie szóstki i zagrywka z przyjęciem. Przyglądałem się wszystkim i żartowałem, że z treningu Warszawy z hali wyszedłby De Gorgi, Grbić czy Stojczew, ale już Heynenowi by się podobało. Masę zamieszania i wrażenie kontrolowanego (mniej lub bardziej) chaosu. Po każdym zagraniu - dobrym czy złym - biegający trenerzy z uśmiechami na ustach, krzyczący „come on, come on”.

 

Ponownie nie oceniam, co jest dobre, a co złe, bo droga do sukcesu jest często bardzo różna, ale to doświadczenie chaosu towarzyszyło mi do soboty i przez pryzmat całego zamieszania oglądałem półfinał. Ciekawi mnie na koniec sezonu, który system będzie decydujący. Codzienne harówka Antigi, dbającego o to, jak ustawiasz mały palec w bloku czy bardziej szaleństwo Warszawy? Może ciężka praca i dobre relacje z zawodnikami Winiarskiego, a może jednak czujka meczowa Bottiego? Wiele różnic i to jest piękne.

 

W 7Strefie próbowałem dopytać prezesa Resovii o sytuację na linii Botti - Resovia - kadra Niemiec, bo czytając wywiad trenera, bardzo się zdziwiłem. Dla plusliga.pl:

 

Byłem bardzo zaskoczony kolejnością działań trenera, bo wiem, jak to zazwyczaj wygląda. Trener dostaje ofertę z kadry i idzie z tym do prezesa, prosząc o zgodę. Jest to czasem problem dla klubu, ale jeżeli jest chęć i możliwość łączenia funkcji, tak jak było w Zawierciu, obie strony mogą się zawsze dogadać. Albo trener zgody nie dostaje zgody i musi zapomnieć o pracy w kadrze. Taka jest prawidłowa kolejność, nigdy odwrotnie. A tutaj, po wypowiedzi trenera, wychodzi na to, że rozmowy z klubem trener toczy po podpisaniu umowy z federacją Niemiec.

 

Jest jeszcze możliwość, że nie to miał Botti na myśli i to po prostu problem w tłumaczeniu, ale wątpię. Nie wiem, jak się obie strony dogadają, ale rozumiem, że w łatwym położeniu prezes Maciąg nie jest i musi jakąś decyzję podjąć. Zastanawiam się przy okazji, jak ta decyzja miała wpływ na relacje w klubie. To, że nikt nie jest ważniejszy od klubu, widzimy doskonale po wywiadzie Nikolova, który publicznie zarzucił Lube kłamstwo i złe traktowanie jego kolegi, który uciekł z drużyny. Zapewne sporo go to kosztowało, bo szybciutko przepraszał klub.

 

Będziemy się przyglądać, jak ta sprawa zostanie rozwiązana w Resovii, bo jest dziwna, a prezes Maciąg zwyczajnie nie pozwalał na łączenie funkcji.

 

Szóstka Pucharu Polski

 

Miałem tylko jeden problem i musiałem go jakoś rozwiązać. Dużo już Leona nachwaliłem, ale nie dam go do drużyny, bo muszę zrobić miejsce dla Hadravy, który będzie u mnie na pozycji przyjmującego, ale w pełni zasłużył, aby w tej drużynie się znaleźć.

 

Muszę też mieć miejsce dla Cebulja, bo jako jedyny mógł wychodzić z hali z podniesioną głową, co zapewne nie jest żadnym pocieszeniem.

 

Rozegranie

 

Marcin Komenda

 

Poprowadzenie finału to majstersztyk. Pipe z Youngiem, kiedy trzeba, chowanie Leona przy wysokim prowadzeniu. Świetna gra z Sasakiem

 

Przyjmujący

 

Klemen Cebulj i Janek Hadrava. Leona dodaję za całokształt.

 

 

 

 

Środkowi

 

Fynnian McCarthy niech się podzieli z Gyimahem i Aleks Grozdanov.

 

Przypomnijcie mi spadek formy Grozdanova po kadrze, bo ja nie potrafię znaleźć żadnego dołka.

 

 

 

Atakujący

 

Kewin Sasak. Wydawało mi się, że na całym turnieju unikał ataków na 120%. Może to tylko moje wrażenie, ale widziałem bardzo mocne skoncentrowanie się na wyborze kierunków i idealnym trafieniu w piłkę. Może to konsekwencja przebytej kontuzji, a może ten chłopak cały czas robi progres, a może mi się tylko wydawało.

 

Jakby nie było, Kewin zagrał świetny turniej. W finale ani razu blok go nie złapał i popełnił równe zero błędów w ataku!

 

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie