Były piłkarz w szponach hazardu. 15 lat po zakończeniu kariery wciąż spłaca długi
Martin Cupr, były młodzieżowy reprezentant Czech, przyznał na łamach mediów, że 15 lat po zakończeniu kariery... wciąż spłaca długi hazardowe, zaciągnięte w trakcie gry w piłkę.

Cupr w młodości uchodził za ogromny talent. W czeskiej ekstraklasie zadebiutował jako 16-latek w barwach Slovana Liberec, dla którego rozegał ponad 100 meczów. Był również regularnie powoływany do wszystkich kadr młodzieżowych - od U-16 aż po reprezentację olimpijską, z którą poleciał na igrzyska do Sydney.
ZOBACZ TAKŻE: Szczera spowiedź zawieszonego polskiego piłkarza. Przyznał się do wszystkiego
Zawodnik, który poza ojczyzną występował również w niemieckiej Fortunie Duesseldorf i cypryjskim AEP Pafos, przyznał w rozmowie z krajowymi mediami, że 15 lat po zakończeniu kariery... wciąż spłaca długi, zaciągnięte w trakcie gry w piłkę. Martin Cupr zdradził, że bardzo wcześnie, bo już jako nastolatek, wpadł w szpony hazardu.
- Zaczęło się niewinnie, bo podczas zgrupowania Slovana na Cyprze wybraliśmy się z kolegami w wolny wieczór do kasyna. W kilka godzin przegrałem na obecne kwoty 14 tysięcy koron (około 2,5 tysiąca złotych), ale błyskawicznie wpadłem w pułapkę hazardu. Grałem dosłownie we wszystko, od automatów po ruletkę. Miałem 19-20 lat, zarabiałem po 70-100 tysięcy koron (12-17 tysięcy złotych) miesięcznie i byłem przekonany, że przez całe życie będę miał co najmniej tyle, a najpewniej dużo więcej. Potrafiłem w jeden wieczór przegrać 200 tysięcy koron (około 35 tysięcy złotych), a następnego dnia szedłem do banku i brałem pożyczkę na 200 tysięcy koron, żeby się odegrać. W pewnym momencie sytuacja całkowicie wymknęła mi się spod kontroli i na same spłaty pożyczek szło 70 tysięcy koron miesięcznie. Doszło do tego, że komornicy zlitycowali mi nieruchomości, które kupiłem jako zabezpieczenie na życie po karierze. Nawet jak udało mi się jako tako wyjść na prostą, znów wpadałem w hazard. W najgorszym momencie życia miałem, wliczając w to odsetki, 7-8 milionów koron długu (prawie 1,4 mln złotych). Choć cały czas byłem i jestem zadłużony, nie myślałem na szczęście o tym, żeby pójść drogą Frantiska Rajtorala, który odebrał sobie życie, czy Martina Barbaricia, który najpierw zastrzelił swoją byłą żonę, a potem siebie. Systematycznie wszystko spłacam i mam nadzieję, że już wkrótce uda mi się odetchnąć i rozpocząć nowe życie - powiedział w rozmowie z dziennikiem "Blesk".
48-letni dziś Cupr pracuje fizycznie jako magazynier. Jak sam przyznał, w wyjściu na prostą bardzo pomaga mu druga żona, z którą ma pięcioletniego syna.
Przejdź na Polsatsport.pl
