Iwanow: Kogo chce Adrian? Kto chce Adriana?

Przy zatrudnianiu Marka Papszuna do Legii Warszawa sprawa była jasna. Klub chciał trenera, a trener chciał pod nowe skrzydła. Mimo że cały ten zgiełk wyglądał dość komicznie, to obie strony w końcu dopięły swego. Choć do happy endu droga jeszcze daleka.

Portret Adriana Siemieńca, trenera piłkarskiego, w kurtce klubowej i szaliku.
fot. PAP
Adrian Siemieniec

Ile polskich klubów będzie chciało Adrian Siemieńca? Czy przedłuży on swój „związek” z Jagiellonią? Wciąż nie wiadomo, więc coraz częściej pojawiają się różne kierunki, do których ewentualnie miałby trafić. Najświeższy przykład Widzewa wydaje się dość abstrakcyjny. Przede wszystkim dlatego, że klub z serca Łodzi jest poważnie zagrożony degradacją. Do 1. Ligi trener „Jagi” schodzić raczej nie zamierza. Po drugie wiele wskazuje na to, że RTS wkrótce zmieni szkoleniowca. Jeśli ten nowy uratuje zespół, więc spisze się lepiej niż tak „uznana” marka jak Igor Jovicević, to pewnie wypadałoby żeby został. Chyba że uzna się, iż wykonał zadanie i trzeba kogoś mocniejszego. Do spełnienia wyższych celów i marzeń.

 

ZOBACZ TAKŻE: Papszun dopiął swego! Legia wydała oficjalny komunikat

 

Pewnie, że gigantyczny i długi kontrakt może przekonać każdego. Cristiano Ronaldo nie gra w Arabii Saudyjskiej dlatego, że podoba mu się ten kraj. Na miejscu działaczy wielu polskich klubów próbowałbym namawiać i negocjować. Ale Siemieniec patrzy raczej na dalsze kierunki. I nie musi łapczywie wypatrywać średnich klubów czy jedynie lig spoza „Top 5”.

 

Przez dwa ostatnie sezony w Europie – pomijając pierwsze dość przykre zetknięcia z Bodo Glimt i Ajaksem Amsterdam – Jagiellonia równo rywalizowała z klubami o dużo wyższych potencjałach. Z wyżej wymienionymi Norwegami grała zresztą o Ligę Mistrzów, z Holendrami o Ligę Europy, a pamiętamy, co ubiegłego lata na tych ścieżkach spotkało Lecha Poznań.

 

Ale potem „Jaga” nie przegrała w Strasburgu, nie przegrała w Alkmaar, biła się do końca z Rayo Vallecano, była bliska sensacyjnego wyrzucenia za burtę Fiorentiny. Z Realem Betis też nie było wstydu. A to oznacza, że trener dysponujący gorszym składem, jest w stanie rywalizować z tymi, którzy mają pod sobą wyższy potencjał. Co byłoby, gdyby dostał w swe ręce inne narzędzia?

 

Tego się nie dowiemy dopóty, dopóki w końcu polski trener nie wedrze się na salony, na które wciąż nie chcą nas wpuszczać. Jedynym szkoleniowcem kojarzącym się z naszą ligą, pracującym pod mocnym adresem, jest Kosta Runjaić, który ani nie był mistrzem Polski, ani nie miał tak mocnej karty w pucharach. Mimo że pracował przecież w Legii Warszawa.

 

Jasne, że przy zatrudnieniu w Udinese znaczenie miała też narodowość „austriackiego Niemca” o bałkańskich korzeniach. Siemieniec nie musi niczego się wstydzić i na pewno nie będzie zmieniać obywatelstwa. Pokazał się na Zachodzie, że jest wart co najmniej zainteresowania. A jego kolejnym adresem wcale nie musi być Belgia, Dania czy Holandia.

Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie