Polka w roli szefowej sędziów nie bierze jeńców! "Dlatego nie było ich w finale MŚ"

Zimowe
Polka w roli szefowej sędziów nie bierze jeńców! "Dlatego nie było ich w finale MŚ"
informacja prasowa/IIHF/Polsat Sport
Sędziemu Andrisowi Ansonsowi (z lewej) i Kristianowi Vikmanowi umknął jeden brutalny faul Jana Rutty w półfinale MŚ Szwecja - Czechy. Marta Zawadzka (z prawej) skomentowała ten incydent

- Sędziowie to są tylko ludzie, a nie maszyny, które wyłapują wszystko. Każdemu może zdarzyć się błąd. Najważniejsze, że nasz system wyłapuje takie rzeczy i Rutta nie grał w finale MŚ. Takie przeoczenia niestety będą się zdarzać, bo ludzkie oko jest ułomne. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że para sędziów, której umknął ten faul, nie pracowała w meczu finałowy, ani w tym brązowy medal – powiedziała nam Marta Zawadzka. Pierwsza Polka we władzach światowego hokeja IIHF jest także szefem sędziów.

Michał Białoński, Polsat Sport: Chyba dawno nie było tak udanych MŚ elity, jak te ostanie w Czechach?


Marta Zawadzka, wiceprezes PZHL-u, członek zarządu IIHF-u, chairperson MŚ w Pradze: Podsumowania i podziękowania były w sobotę, przed najważniejszym dniem z meczami finałowym i o brąz. Uwagi były bardzo pozytywne. Wszyscy dziękowali organizatorom oraz IIHF-owi za takie mistrzostwa. Były one faktycznie spektakularnym wydarzeniem.

 

ZOBACZ TAKŻE: Selekcjoner Polaków Kalaber wyraził mocną opinię! Mistrzowie świata już go cytują


Jedyne, czego mi brakowało, to polskiego sędziego na MŚ elity. Czy np. Michał Baca z Oświęcimia nie mógł się zakwalifikować do grona arbitrów pracujących na turnieju? Od dawna nie mieliśmy sędziego w elicie.


Jestem szefem Wydziału Sędziowskiego IIHF, więc znam dobrze temat. Pan Baca był na szerokiej liście przed MŚ. Natomiast w momencie zawężania jej do "piętnastki" sędziów głównych, która pracowała na turnieju, nie zmieścił się w tym gronie. Pan Baca był na MŚ Dywizji IA do lat 20 w Budapeszcie, pracował także na prekwalifikacjach olimpijskich w Budapeszcie. Przez skauta IIHF-u był także obserwowany podczas jednego z meczów naszej Tauron Hokej Ligi, no i niestety… Inni mieli lepsze oceny.


Może za rok na MŚ elity zakwalifikuje się jakiś polski arbiter?


Ciężko o to będzie, bo następna elita będzie poświęcona przygotowaniom olimpijskim, więc lista sędziów będzie bardzo zawężona i stricte pod IO. Natomiast gra jest otwarta na kolejne turnieje, ponieważ na nie przygotowujemy jeszcze rokujących sędziów, bądź dopiero rokujących arbitrów, przygotowując program do IO w Paryżu, w 2030 r.


Czy jako szef sędziów zrobiła pani dużą burę Andrisowi Ansonsowi z Łotwy i Kristianowi Vikmanowi z Finlandii, którzy w meczu półfinałowym Szwecja – Czechy przegapili brutalny atak łokciem czeskiego obrońcy Jana Rutty na głowę Isaca Lundestorma? Rutta został zawieszony dopiero po meczu.


Czasami tak bywa. Sędziowie to są tylko ludzie, a nie maszyny, które wyłapują wszystko. Każdemu może zdarzyć się błąd. Najważniejsze, że nasz system wyłapuje takie rzeczy i Rutta nie grał w finale. Takie przeoczenia niestety będą się zdarzać, bo ludzkie oko jest ułomne. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że ta para sędziów nie pracowała w meczu finałowym ani w tym brązowy medal.


W piłce sędziowie VAR podpowiadają arbitrom z boiska, gdy przeoczyli rażące naruszenie przepisów. Może warto przenieść to do hokeja?


Każda sytuacja podlega ocenie przez czwórkę sędziowską, która jest na lodzie. Również challenge jest oceniany w ten sposób, a nie przez osobę, która na górze hali ogląda powtórki. Na górze siedzi konsultant od powtórek wideo (video review consultant), który wskazuje te ujęcia, które chcą sędziowie zobaczyć, aby zyskać pomoc w podjęciu decyzji. I tylko ta czwórka pracująca na lodzie podejmuje decyzję i bierze za nią odpowiedzialność.


Warto podkreślić, że sędziowie pozwalali grać na MŚ w Czechach. To był prawdziwy, męski hokej, a nie koszykówka, gdzie niemal nie wolno dotknąć przeciwnika.


Po prostu graliśmy w hokeja. Na tyle, na ile zawodnicy na to pozwalali. Byli świadomi tego, na co mogą sobie pozwolić na lodzie. W Polsce zawodnicy grają troszeczkę inaczej. Natomiast hokej, jaki prezentowała czołówka elity wymagał właśnie takiego stylu sędziowania. Zachowania, które zabierały możliwość zagrania krążka, bądź nieprawidłowo niwelowały przewagę terytorialną, natychmiast były karane odesłaniem do boksu kar.


Czy dla pani zaskoczeniem był triumf Czechów w walce o mistrzostwo świata? Poprzedni tytuł wywalczyli w 2010 r. w Niemczech, a u siebie nie zasmakowali "złota" od 1985 r. To dowodzi, że nie zawsze wytrzymywali presję gospodarza.


Tym razem jednak rola gospodarza ich zmotywowała. Festiwal hokeja przygotowany przez Czechów sprzyjał temu, że ta drużyna rosła. Dzięki wsparciu kibiców czuła, że na trybunach ma dodatkowego zawodnika, jak bardzo ludzie wierzyli w ten zespół. Na pewno pomogły też wzmocnienia z NHL-u.


To prawda. Trio David Pastrnak, Pavel Zacha i Martin Necas dotarło zza oceanu tuż przed kluczową fazą turnieju. Pastrnak zdobył najważniejszą bramkę w finale ze Szwajcarią.


Przed półfinałem zastanawialiśmy się, czy wygrają Czesi, czy 18 gwiazd NHL ze Szwecji. Okazało się jednak, że przygotowanie, motywacja, oddanie najwyższemu celowi doprowadziły Czechów do złota.


Bilety nie należały do tanich, a jednak Czechom udało się ustanowić nowy rekord oglądalności meczów na żywo, w Ostrava Arenie i O2 Arenie w Pradze. Największa w tym zasługa Czechów, ale też Słowaków i Polaków, którzy zapełniali obiekt w Ostrawie.


797 727 osób obejrzało na żywo wszystkie mecze. Rozstawienie grup z ulokowaniem Polski i Słowacji w Ostrawie zadziałało na korzyść organizatora. Polska z klucza trafiła do Ostrawy, nie trzeba było jej przenosić z Pragi. Wyjątkowa była też zacięta rywalizacja w obu grupach o awans do ćwierćfinału. Myśmy do końca nie wiedzieli, który zespół, jakie miejsce zajmie, jak będą wyglądały pary ćwierćfinałowe. To dawało przedsmak fazy play off, więc ludzie byli głodni emocji i kupowali bilety na następne mecze. To pozwalało wypełniać hale.


Musimy się zastanowić nad jedną rzeczą, nawet na konferencji prasowej padło o to pytanie.


A mianowicie?


Dotyczyło ono ćwierćfinałów. Słowacja przeniosła się na nie do Pragi, przez co w Ostrawie zabrakło kibiców z tego kraju. Drugi półfinał Kanada – Szwajcaria w O2 Arenie miał frekwencję 11 tys., a nie 17400 jak ten pierwszy Szwecja – Czechy. Tutaj zabrakło kibiców, żeby ogólna frekwencja przekroczyła 800 tysięcy.


Zbliżenie się do frekwencji, jaką osiągnęli Czesi, bądź ustanowienie nowego rekordu jest sporym wyzwaniem dla kolejnego organizatora MŚ elity, czyli dla Szwecji i Danii. Już trwają zakulisowe rozmowy na temat tego, jak będzie wyglądał podział na grupy w przyszłym roku.


Jakie działania zamierzacie podjąć z prezesem PZHL-u Mirosławem Minkiną, by reprezentacja Polski, jeśli już awansuje do elity, nie była tam w roli przechodnia? Wiadomo, że zadanie nie jest łatwe, bo wielu liderów naszej kadry zbliża się do "czterdziestki", a tej samej klasy młodzieży nie wyjmiemy jak z zaczarowanego rękawa. Proces szkolenia wymaga czasu i nakładów finansowych.


Wiele będzie zależeć od współpracy klubów ze sztabami kadr narodowych, tej pierwszej i młodzieżowych. Takie systemy sprawdzają się w krajach skandynawskich i w Czechach. Clou jest współpraca na wszystkich szczeblach, dążenie do tego, aby mówić jednym głosem, tworzyć podwaliny. Pracować z młodzieżą tak, by każdy zawodnik, który przyjeżdża na kadry młodzieżowe był wyszkolony na tym samym poziomie. Przede wszystkim musimy jak najwięcej dzieci i młodzieży przyciągać na treningi i do gry. Troszeczkę zaczyna nam brakować konkurencyjności na niektórych pozycjach. I to też powoduje, że troszeczkę odstajemy.

Michał Białoński/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie