Reforma Wengera. Zmiana o spalonym zrewolucjonizuje futbol?
Brytyjskie media informują nieoficjalnie, że zaproponowana przez trenera Arsene'a Wengera zmiana o spalonym, spotkała się ze sprzeciwem FA i UEFA. Chodzi o to, by nie licytować się o centymetry, a spalony miałby być dopiero, jeśli między napastnikiem a obrońcą byłaby wyraźna luka. Polski sędzia Paweł Sokolnicki uważa, że byłaby to rewolucja na duży plus dla atrakcyjności futbolu.

Trudno wytłumaczyć słowami, na czym ma polegać zmiana, lepiej spojrzeć na rysunek zaprezentowany w środowym wydaniu "The Times".
Widzimy tam, jak obecnie interpretowany jest spalony (sytuacja po lewej stronie), jak może być interpretowany, jeśli będziemy brać pod uwagę jedynie tułowia graczy, a nie np. nogi (sytuacja w środku) oraz regułę tzw. światła dziennego, czyli pomysł Wengera (sytuacja po prawej stronie). Byłaby to prawdziwa rewolucja dająca napastnikom dużo większą swobodę działań niż obecnie.
Na pewno mielibyśmy do czynienia z drastyczną wręcz zmianą, a obrońcy, żeby pozostać skutecznymi, musieliby cofać się głęboko w kierunku własnej bramki, by uniknąć długich podań za plecy i ścigania się z szybkimi napastnikami. W rzeczywistości miałoby to przenieść linię spalonego nawet o dwa metry w stosunku do tego, co obowiązuje obecnie.
Brytyjskie media poinformowały we wtorek wieczorem, że plan Wengera spotyka się ze sprzeciwem angielskiej federacji, było nie było kolebki futbolu, i UEFA. Były trener Arsenalu nie jest jednak kimś totalnie wyjętym z rzeczywistości, tylko emerytowanym szkoleniowcem, ale szefem globalnego działu rozwoju piłki nożnej w FIFA.
Należy więc mocno liczyć się z jego zdaniem, w środowisku arbitrów już od jakiegoś czasu dyskutuje się tę propozycję. Poza tym ani FA, ani UEFA nie będą o tym decydować. To FIFA zgłosi propozycję, do której odniesie się Międzynarodowa Rada Piłkarska (IFAB), organ zatwierdzający nowe przepisy. FIFA, więc de facto pomysłodawca, ma cztery głosy, do podjęcia decyzji potrzebnych jest ich sześć.
Zwiastunem kolosalnych zmian w futbolu może być przemówienie prezydenta FIFA Gianniego Infantino, który deklarował w zeszłym miesiącu, że chce gry bardziej ofensywnej i atrakcyjnej, a zmiana zasady dotyczącej spalonego mogłaby się do tego przyczynić. Jeśli jednak nie przejdzie wariant Wengera, być może zostanie wdrożone pośrednie rozwiązanie, a więc branie pod uwagę przy ustalaniu linii spalonego jedynie tułowia piłkarza, w tym rąk. Głowa i nogi przestałyby się wówczas liczyć, a teraz bardzo często o ofsajdzie decyduje czubek buta.
Na pewno nie dojdzie do rewolucji przed nadchodzącym mundialem. Tym bardziej że zmiany trzeba najpierw przetestować. Należy bowiem sprawdzić, czy pchnie to piłkę w kierunku wysokich wyników, czy na skutek defensywnej postawy obrońców gole będą padać rzadziej.
Na razie przeprowadzono pierwsze testy, ale trudno po nich o jakieś wiążące wnioski. W środowym "The Times" wypowiada się na ten temat David Elleray, były sędzia, teraz dyrektor techniczny IFAB. Uważa, że kontynuowanie prób z tzw. światłem dziennym mają jak najbardziej sens.
O odniesienie się do propozycji Wengera poprosiliśmy Pawła Sokolnickiego, polskiego sędziego międzynarodowego, uczestnika finału ostatniego mundialu w Katarze między Argentyną i Francją. Oto jego komentarz.
- Artykuł 11. przepisów polega na tym, żeby ocenić sytuację związaną z zawodnikiem przebywającym na pozycji spalonej. Same przebywanie zawodnika na pozycji spalonej jeszcze o niczym nie świadczy i nie stanowi o karaniu danego zawodnika w takim przypadku. Zmiany, które mają dotyczyć spalonego, dotyczą konkretnie jednego zapisu, czyli brania udziału w grze poprzez zagranie lub dotknięcie piłki podanej lub dotkniętej przez współpartnera. Dziś każdy z nas jest w stanie ocenić chociażby poprzez narysowaną linię, kiedy wystaje ciało, głowa, bo rąk się nie wlicza, za tą linią. Gdyby wprowadzono proponowane zmiany, mielibyśmy kolosalną różnicę, także z punktu widzenia taktycznego. Prywatnie jestem jak najbardziej za dokonaniem takiej rewolucji. Uważam, że to genialny pomysł – mówi Sokolnicki.
- Czasami oczywiście będzie wokół tego dyskusja, ale przecież zamiana ma na celu uatrakcyjnienie gry, piękno zdobywania bramek i idącą za tym celebrację. O ostatecznym prowadzeniu zmiany Wengera lub nie zdecyduje IFAB i osoby, które w tym gremium doświadczonych trenerów, byłych sędziów, zawodników, o tym decydują. Z reguły zmiany przepisów są wdrażane po dużych imprezach piłkarskich, a najbliższa duża impreza piłkarska to przecież mundial za kilka miesięcy. System VAR przed jego wprowadzeniem też budził wielkie dyskusje. Szybko okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Tak samo tutaj dopiero po fakcie będziemy mogli ocenić słuszność zmiany. Na razie jesteśmy w tzw. procesie, który wymaga długiej i rzeczowej analizy - podsumowuje sędzia.
Przejdź na Polsatsport.pl