Za jego czasów Widzew był potęgą! Teraz takie słowa. "Nie ma co mówić o pucharach"

Tomasz LachPiłka nożna

Marek Bajor grał w wielkim Widzewie Łódź z połowy lat 90-tych. Ma na koncie 2 tytuły mistrza Polski, występy w Lidze Mistrzów i pucharze UEFA. Jak patrzy na dzisiejszy Widzew?

Piłkarze rywalizujący o piłkę na murawie stadionu piłkarskiego podczas meczu.
fot. PAP
Marek Bajor zabrał głos ws. obecnej sytuacji Widzewa Łódź

Tomasz Lach, Polsat Sport: Zbigniew Boniek powiedział o Widzewie Łódź, że tę drużynę trzeba zbudować, a nie kupić. Co pan na to?

 

Marek Bajor, były piłkarz Widzewa Łódź: Pełna zgoda z prezesem Bońkiem. Widzew na obecny moment nie jest zespołem. Gra w nim wielu nowych piłkarzy, którzy próbują pokazać umiejętności indywidualne, coś nimi zmienić na boisku, ale to tak nie działa. W meczu z GKS-em Katowice w wyjściowym składzie było 7 nowych piłkarzy, którzy przyszli zimą. Wydaje mi się, że trener tutaj trochę przeszarżował, może chciał zagrać "pod publiczkę", zadowolić kibiców. Tymczasem na boisku nie było widać myśli przewodniej, brakowało drużyny, brakowało widzewskiego charakteru.

 

Trener Igor Jovicević podkreśla, że Widzew chce grać jak wieki zespół, który operuje piłką i ma przewagę. W Katowicach Łodzianie mieli 72% posiadania piłki, ale kompletnie nic z tego nie wynikało, brakowało bramkowych sytuacji, a w meczu, który trwał ponad 100 minut, Widzew oddał 1 celny strzał! To chyba nie o taką przewagę trenerowi chodzi?

 

Mecz wyglądał tak a nie inaczej z powodu tego, jak ustawił się GKS i jak podszedł do spotkania. Wydaje mi się, że Widzew myślał, że uda się wygrać umiejętnościami indywidualnymi poszczególnych piłkarzy. Zabrakło mi większej walki, zaciętości, determinacji, oddania serca na boisku. Widzew nie odrobił też lekcji taktycznej i stracił bramkę po rzucie rożnym, gdzie gola głową strzelił piłkarz GKS-u, który w tym sezonie strzelił już 5 takich goli! Na razie wygląda to tak, że nowi, kupieni za duże pieniądze zawodnicy szukają akcji indywidualnych, a brakuje zespołowości.

 

Kiedy pan wygrywał ligę z Widzewem (1995/96 i 1996/97) w zespole były gwiazdy, ale byli także liderzy, by wymienić choćby Marka Citko, Andrzeja Kobylańskiego, Ryszarda Czerwca, Mirosława Szymkowiaka czy Marka Koniarka. Obecny Widzew gwiazd jeszcze nie wykreował, ale czy widzi pan w nim liderów?

 

Brakuje mi takich zawodników. Wydaje mi się, że lidera trzeba szukać w gronie piłkarzy, którzy są w Widzewie już dłużej jak np. Bartek Pawłowski czy Julian Shehu. Nowi gracze muszą poznać klub, poczuć czym jest Widzew Łódź, jakie są tutaj oczekiwania środowiska kibiców. Widzew zajmuje teraz przedostatnie miejsce w tabeli i wszyscy muszą zdawać sobie sprawę, że trwa walka o utrzymanie. Widzew jest po 3 porażkach w Ekstraklasie, a przed nim mecz w Płocku z Wisłą – niedawnym liderem – drużyną, która traci najmniej bramek i będzie bardzo trudnym przeciwnikiem. Myślę, że nie ma co mówić o pucharach. Owszem, jest furtka do Europy w pucharze Polski (Widzew zagra w ćwierćfinale z GKS-em Katowice), ale najważniejsza jest walka o utrzymanie!

 

W grze Widzewa brakuje dokładności i zrozumienia między zawodnikami. Czy to może się zmienić po kilku tygodniach treningów, kiedy zespół się lepiej pozna? Czy może bardziej potrzebne są "na tu i teraz" rozmowy z zawodnikami i przekonanie ich, by dali z siebie więcej, skoro sytuacja w tabeli jest alarmująca? A może trzeba zmienić trenera, który w lidze ma średnią 0.78 punktu na mecz?

 

Uważam, że z nowymi zawodnikami trzeba natychmiast rozmawiać. To zadanie dla władz klubu. Nowi piłkarze muszą wziąć na siebie większą odpowiedzialność za zespół. Muszą zdecydowanie ciężej pracować na boisku, a przede wszystkim zrozumieć, na czym polega widzewski charakter i ten charakter w meczach pokazać. Muszą mieć świadomość, w jakiej sytuacji jest drużyna i że to ona jest najważniejsza. Odnosząc się do krytyki jaka spada na trenera Igora Jovicevica, to nie wydaje mi się, by jego dymisja mogła coś zmienić. Czy po dymisji 2 poprzednich szkoleniowców w tym sezonie (Zeljko Sopic i Patryk Czubak - przyp. red.) była jakakolwiek poprawa wyników? Nie tędy droga, nie chodzi o to, by poruszać się od ściany do ściany.

 

Właściciel Widzewa Robert Dobrzycki marzy o potędze klubu. Zimą wydał kilkanaście milionów euro, by tę potęgę stworzyć. Czy mistrzowski Widzew, w którym pan grał w połowie lat 90-tych też w ten sposób zbudował swoją siłę?

 

U nas przede wszystkim byli tylko i wyłącznie polscy piłkarze, ale też mieliśmy duże jak na tamte lata transfery. Z tym, że nie było ich tak wiele, jak obecnie. Tamten Widzew miał trzon drużyny, miał liderów, najważniejszych piłkarzy, a nowi stanowili realne wzmocnienie. Nie było więc budowy Widzewa od zera. Teraz Widzew trzeba jak najszybciej zbudować.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie