Bożydar Iwanow: Więcej empatii, mniej profanacji. Szacunek zamiast „szyderki”

Piłka nożna
Bożydar Iwanow: Więcej empatii, mniej profanacji. Szacunek zamiast „szyderki”
Fot. PAP & Cyfrasport
Robert Lewandowski i Szymon Marciniak znaleźli się ostatnio w ogniu krytyki.

Robert Lewandowski nie trafia do bramki, nieczysto przyjmuje piłkę albo traci ją w prosty sposób i już nazywamy go „drewnianym”, zwykłym kopaczem bądź nieudacznikiem kaleczącym grę w piłkę. Decyzje Szymona Marciniaka w istotnych meczach w Europie zawsze brane są pod większą lupę niż w przypadku innych arbitrów.

Jeżeli wydarzy się coś, co naszym zdaniem zakrawa na błąd, choć nie zawsze dobrze orientujemy się w zmianach w przepisach, od razu wypomina się mu fakt, że korzysta ze swego prime’u i za dużo udziela się w reklamach oraz projektach reklamowych. Popełnił pomyłkę bo na pewno głową był gdzie indziej. To już celebryta, nie sędzia, internet grzmi w najlepsze.

 

ZOBACZ TAKŻE: Były piłkarz Manchesteru United próbował wlać dziecku szampon do ust. Kibice oburzeni (WIDEO)


W niewielu rzeczach jesteśmy tak mocni jak w szarganiu świętości. Każdy słabszy moment naszego wcześniejszego bohatera, którego jeszcze niedawno stawialiśmy na piedestale, powoduje odwrót naszych opinii i komentarzy o 180 stopni. Czy coś podobnego nie miało miejsca w przypadku gorszego czasu naszych skoczków narciarskich? Nawet o Idze Świątek słyszałem, że przy krótkiej słabszej dyspozycji „już się kończy i nic z niej nie będzie”. Typowe. Ale też dość przykre.


Wracając do naszych najważniejszych ambasadorów futbolowych: Gdy po ćwierćfinale Champions League w ubiegłym sezonie pomiędzy Napoli a Milanem zastanawiano się, czy Marciniak wspomagany polskimi "varowcami" z Tomaszem Kwiatkowskim, podjął właściwą decyzję największy szum wokół tego zrobiono w Polsce. Raban związany z tamtym wydarzeniem był zdecydowanie większy w naszych mediach niż tych w Italii, mimo, że sprawa dotyczyła przecież dwóch klubów włoskich. Marciniak i spółka mieli być „skończeni”. Skompromitowani. Kilka tygodni później powierzono im jednak finał Ligi Mistrzów w Stambule, w którym byli brawurowi i bezbłędni. Choć jak pamiętamy, o naszym arbitrze numer jeden głośno było na kilkanaście dni przed wylotem do Turcji i to zupełnie z innego powodu. Też zrobiliśmy wokół tego aferę, zupełnie niepotrzebną zresztą…


Jeśli selekcjoner reprezentacji Polski Michał Probierz apeluje w swoich wystąpieniach o wstrzymanie się od – jak sam to nazywa – hejtu wobec Roberta Lewandowskiego, wie o czym mówi. Jako stały użytkownik social mediów widzi doskonale, co się dzieje. Nie mam pojęcia jak na tego typu historie reagują sami sportowcy, czy sięgają po telefon zapoznając się z komentarzami czy mają to w kompletnym poważaniu i nie zawracają sobie tym zupełnie głowy? Ale spieszmy się szanować naszych piłkarskich ambasadorów bo nie są wieczni i za chwilę może będziemy za nimi tęsknić wypatrując z nadzieją nowych. Pytanie tylko jak długo? Kiedy znów będziemy mieć napastnika, który zakładać będzie koszulkę Barcelony albo Bayernu i seryjnie zdobywać korony króla strzelców Primera Division oraz Bundesligi? Który z arbitrów w najbliższych latach zostanie nominowany do sędziowania najważniejszych meczów w futbolowym kalendarzu z finałami Ligi Mistrzów czy mundialu na czele?


I jeszcze jedno: każdemu może zdarzyć się gorszy okres czy słabszy dzień. Wszyscy też mamy prawo do błędu, bo mylić się to ludzka rzecz. Zalecam więc nam wszystkim więcej empatii. Zamiast profanacji, szydzenia, ubliżania i znęcania się nie tylko nad tymi, którzy pojawiają się na afiszach i pierwszych stronach portali i gazet. Dość żółci i jadu. Zaprawdę powiadam Wam, wszystkim będzie żyło się w takiej atmosferze zdecydowanie lepiej. Nie tylko przed Świętami.

Bożydar Iwanow/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie