Grzegorz Lato nie wytrzymał po meczu Polaków. "Kontuzja przez głupotę"

Piłka nożna
Grzegorz Lato nie wytrzymał po meczu Polaków. "Kontuzja przez głupotę"
Cyfrasport/Łukasz Grochala
Grzegorz Lato (u góry) uważa, że Karo Świderski nabawił się kontuzji przez ... głupotę

- Martwią mnie kontuzje przed Euro 2024. Sporo jest pechowych. Karol Świderski doznał jej nawet przez głupotę, bo się cieszył po bramce i uszkodził sobie staw skokowy. Ale i tak czekam spokojnie na ten turniej. Drużyna dobrze wygląda i powinna powalczyć – powiedział Polsatowi Sport król strzelców MŚ 1974 r. w Niemczech Grzegorz Lato.

Michał Białoński, Polsat Sport: 50 lat mija od waszego sukcesu – trzeciego miejsca na MŚ 1974 r. Historia zatoczyła koło, znowu reprezentacje Polski jedzie do Niemiec, tyle że na mistrzostwa Europy, może znowu przywiezie tak długo wyczekiwany medal?

 

Grzegorz Lato, król strzelców MŚ 1974 r.: Po meczu z Turcją jestem nastawiony bardzo pozytywnie. Podobała mi się zwłaszcza nasza młodzież, która powalczyła. Nieźle to wyglądało. Na Nicolę Zalewskiego patrzyłem z wielką przyjemnością, jak chłopak zasuwa po boisku.

 

ZOBACZ TAKŻE: To największy wygrany ostatnich meczów reprezentacji. Engel nie szczędzi mu komplementów

Grzegorz Lato: Michał Probierz nie dokładał do pieca. Chłopcy nie są zajechani

Tak jak 50 lat temu Grzegorz Lato, tylko po drugiej stronie boiska?

 

Ja się szwendałem wszędzie. Szkoda mi tylko dwóch kontuzji Lewandowskiego i Świderskiego. Roberta ukłuło w mięśniu i mówią, że po pięciu dniach ma być gotowy do gry.

 

Sporo mamy kontuzji, również mięśniowych. Czyżby w przygotowaniach mógł zostać popełniony błąd? Po ciężkim sezonie piłkarze mieli tydzień, niektórzy dwa tygodnie wolnego i przyjechali na zgrupowanie. Organizmy na pewno nie zdążyły wypocząć, więc ciężko je przygotować do ME w tak krótkim czasie.

 

Ale ja myślę, że Michał Probierz nie "dokładał do pieca" podczas przygotowań. Widać po chłopakach, że nie są zajechani. Tak krótka przerwa, jaką mieli po sezonie nie ma żadnego wpływu na organizmy. Przed MŚ 1974 r. mieliśmy zgrupowanie w Zakopanem i po nim trener Kazimierz Górski puścił nas na trzy dni do domu, zanim wyprawiliśmy się do Niemiec. Po tak krótkiej przerwie w treningach organizm bardzo szybko wchodzi na wysokie obroty, że tak powiem się rekuperuje.

 

Sporo tych kontuzji jest pechowych. Świderski doznał jej nawet przez głupotę, bo się cieszył po bramce i uszkodził sobie staw skokowy. Do mistrzostw Europy powinien wydobrzeć.

 

Za odkrycie meczów z Ukrainą i Turcją należy uznać chyba Kacpra Urbańskiego, który wskoczył do składu na miejsce kontuzjowanego Arkadiusza Milika?

 

Widać, że ten chłopak nie bał się grać. Patrząc na kadrę Probierza przypominam sobie nasz zespół z MŚ 1982 r. Antek Piechniczek miał w składzie trzech dinozaurów – ja byłem najstarszy, o pół roku młodszy ode mnie był Andrzej Szarmach i o cztery lata – Władek Żmuda. A resztę stanowili młodzi, na czele z Waldkiem Matysikiem, który miał wówczas 20 lat, Andrzejowie Buncol i Iwan mieli po 22 lata. Marek Dziuba czy Stefan Majewski byli w najlepszym wówczas dla piłkarza wieku – 26 lat. Tak skomponowana drużyna przywiozła z Hiszpanii srebrne medale.

 

Grupa nie jest łatwa, z Holandią, Francją i Austrią, ale jak chce się zajść daleko na turnieju, to trzeba wyjść również z takiej.

 

Coś panu powiem – ja zawszę mówię, że lepiej się gra z lepszymi zespołami. Ma się więcej swobody na boisku. Na pewno faworytem pierwszego spotkania będzie Holandia, a nie Polska. My jednak potrafimy grać na kontrę. Holendrzy na pewno ruszą na nas, można ich zaskoczyć jedną i drugą kontrą i powiedzieć "do widzenia". W 1974 r. również nie mieliśmy łatwej grupy, bo były w niej Włochy i Argentyna.

 

Określano nas mianem chłopców do bicia. A tu się okazało po pierwszym meczu, że fachowcy z Zachodu, którzy się na piłce znali, powiedzieli wprost, że Polska będzie w pierwszej czwórce MŚ. Tymczasem nasi dziennikarze przed turniejem mówili, że nie wierzą w cuda, że my coś osiągniemy, a później każdy z nich powtarzał: "byłem pewny, że zdobędziecie medal". A mogliśmy nawet grać w finale.

Lato: Na MŚ 1974 r. został popełniony jeden zasadniczy błąd

Ale przegraliście mecz na wodzie z Niemcami 0:1.

 

Został popełniony jeden zasadniczy błąd.

 

Co pan ma na myśli?

 

Nasi działacze, kierownictwo zgodzili się na rozegranie tego meczu w tak ekstremalnych warunkach, na tej wodzie. Dostali pytanie: "Gramy czy nie gramy?". Niemcy ściągali wodę po opadach, ale przyszła kolejna chmura i dowaliła. Powinni powiedzieć wprost, że w takich warunkach nie ma gry.

 

Ocena powinna być czytelna – jeśli piłka nie odbija się od murawy, tylko siada w wodzie, to nie ma warunków do gry.

 

Pamięta pan, że gdy na Stadionie Narodowym, zbudowanym za 2,5 miliarda złotych, nie udało się zamknąć dachu przed meczem z Anglikami w 2012 r. i deszcz zalał boisko o wiele delikatniej niż nam wtedy w Niemczech? Przyszedł sędzia, kopnął i powiedział: "Nie ma szans gry w takich warunkach. Widzimy się jutro". Gdyby nasi działacze w 1974 r. powiedzieli wprost: "Nie gramy w takich warunkach i koniec!" również przełożono by półfinał na następny dzień i kto wie, czy wówczas my, a nie Niemcy awansowalibyśmy do finału. A tak? Ciężko było nawet rozegrać "klepę" na kilka metrów. Pamiętam, jak siłowaliśmy się z Paulem Breitnerem: piłka stawał nam w wodzie, w końcu ja odstąpiłem, on podbił piłkę do góry i przerzucił na drugą stronę boiska, bo po tej naszej się nie dało grać. Wcześniej on kopnął trzy metry, piłka stanęła w wodzie, ja próbowałem mocnego kopnięcia, również po trzech metrach piłka grzęzła w wodzie. Nie dało się jej wprowadzić do gry. Ale to już historia.

 

Wiadomo, że Liga Narodów to nie mistrzostwa Europy, ale Czesław Michniewicz pokazał, że da się rywalizować Holandią. Prowadził na wyjeździe 2:0, skończyło się remisem 2:2.

 

W październiku 1973 r. myśmy również zremisowali 1:1 z późniejszymi wicemistrzami świata, w których składzie brylowali Cruyff, Neeskens czy de Jong. Piękną bramkę strzelił dla nas Kaziu Deyna. Życzę zwycięstwa na otwarcie ME chłopakom Probierza. Myślę, że powalczą. Mają wyjść na mecz na prostej zasadzie: nie patrzeć na nazwiska rywali, że to wielka Holandia, tylko walczyć z pełną koncentracją i poświęceniem. My nie patrzyliśmy na to, czy naszym rywalem są Włochy czy Argentyna, robiliśmy swoje i cześć! Oczywiście, taktyka była ustalona. Kaziu Górski przygotował mieszankę młodości – jak 20-letni Władek Żmuda, z rutyną jak Zygmunt Maszczyk czy Heniu Kasperczak i to wybuchło na turnieju. Ale wszyscy chłopcy byli przed "trzydziestką".

Grzegorz Lato o roli Roberta Lewandowskiego

A Robert Lewandowski ma już 35 lat i po raz pierwszy jedzie na duży turniej nie w roli naszego konia pociągowego, który minie trzech rywali i strzeli bramkę, tylko bardziej jako lider mentalny, dający zespołowi spokój i doświadczenie. Do biegania muszą być jednak inni.

 

Powiem panu, że jak Robert biegał, to był bardzo niebezpieczny. Zresztą nadal ma jedną wielką zaletę – potrafi wykorzystać sytuację. Jak już znajdzie się z piłką pod bramkę, to bezwzględnie to wykorzysta, jak kiler. Trzymam kciuki za chłopaków, zobaczymy, z jakim skutkiem zagrają. Czekam na ich mecze ze spokojem, bo wiem, że na pewno powalczą.

 

Wybiera się pan na jakiś mecz do Niemiec, PZPN zaprosił liderów drużyny MŚ 1974 r. z okazji 50-lecia zdobycia medalu?

 

Nie. Zaprosili nas na mecz z Ukrainą z okazji 50-lecia zdobycia medalu na MŚ 1974 r. Ale tak to zostało zorganizowane, że nawet telewizja nie pokazała, jak nas honorują. To fetowanie odbyło się tak trochę po cichu, ale nie chcę krytykować.

Michał Białoński/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie