Były trener kadry chwali dwie zawodniczki. To był świetny pomysł Lavariniego
- Ta wygrana oznacza skok mentalny. Teraz musimy zwyciężyć szybko i gładko z Kenią i szykować się na mecz o pierwsze miejsce w grupie z Brazylią – mówi były trener męskiej kadry Ireneusz Mazur, po wygranej polskich siatkarek z Japonią. Po tym meczu wyróżnia dwie zawodniczki, chwali też trenera Stefano Lavariniego za jedną zmianę w końcówce czwartego seta.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Polskie siatkarki wygrywają ważne spotkanie z Japonią.
Zobacz także: Polskie siatkarki nie przebierały w słowach. "Ciśnienie nie do opisania"
Ireneusz Mazur, były trener reprezentacji: Bardzo ważne spotkanie i to była bardzo ważna wygrana naszej drużyny. Zaczynają się rysować ciekawe perspektywy przed polskim zespołem na tych igrzyskach. Ekipa Lavariniego już co prawda zwyciężały z zespołami z górnej półki, więc to nic nowego. Jednak w takim anturażu, na takiej imprezie, to zwycięstwo wcale nie było takie oczywiste. Zwłaszcza że nasze dziewczyny są na tych igrzyskach debiutantkami.
Nerwów w tym meczu było co niemiara.
Muszę przyznać, że ja też się denerwowałem i byłem momentami bardzo niespokojny, ale teraz, już na spokojnie, muszę przyznać, że panie wygrały pewnie, że pokazały ciekawy styl, że potrafiły wyjść z największych opresji. Momentami wyrywały sobie przestrzeń z taką łatwością. To było, jak powiew wiosennego wiatru. Powiem więcej, ta gra, to była poezja. Siatkarki były w takiej formie jak wirtuozi muzyki na ważnych koncertach.
Co się stało w pierwszym, przegranym secie?
Nic wielkiego. Do pewnego momentu to wyglądało, że my tego seta wygramy. Obie drużyny szły równo, ale nasze panie miały nawet więcej dobrych momentów. Bodaj przy stanie 18:18 nasze zrobiły jeden błąd. To zdecydowało. Ta jedna zepsuta piłka była niczym kamyczek, który został wyciągnięty i uruchomił lawinę. Nagle przestał funkcjonować atak i blok, wszystko się rozsypało. Nastąpił taki moment paraliżu i seria niefortunnych zdarzeń.
Rozumiem jednak, że nie ma co wyrywać włosów z głowy?
Nie. Jeden detal spowodował rozprężenie i drużyna straciła koncept. Nie zakłóciło to jednak całości. Przed i po zespół, na ogół, funkcjonował dobrze.
To ja wrzucę jeszcze jeden kamyczek. Czwarty set, wszystko pod kontrolą, i nagle doprowadzamy do nerwowej końcówki.
W trzecim zrobiliśmy właściwie to samo. Japonki też nas doszły i zrobiła się sytuacja stykowa. Nasza drużyna ma taką tendencję, że z jednej strony łatwo zdobywa punkty seriami, a potem tak samo je traci. Dobrze, że na końcu szczęście się do nas uśmiechnęło, bo w tej końcówce czwartego seta już nie było taktyki.
A co było?
Porównałbym to do sytuacji biegacza, który na ostatnich metrach odkłada wszystko na bok i biegnie z całych sił, żeby narzucić innym swoje tempo. Nie kalkuluje, ale stawia wszystko na jedną kartę. Tam już to działa na zasadzie, ile tylko sił w płucach. I tak było z naszą drużyną. Na szczęście Lavarini zachował zdrowy rozsądek i puścił do gry Czyrniańską. Prawdę powiedziawszy, to wydawało mi się, że już wcześniej mógł ją wpuścić. Mędrzyk harowała i miała prawo być zmęczona. Potem jednak doszedłem do wniosku, że Lavarini wybrał jednak idealny moment. Czyrniańska miała zagwarantować skuteczność w bloku i ataku, miała pójść na zagrywkę. I zrobiła wszystko, jak trzeba. To był złoty dotyk. Powiem, że Czyrniańska to zuch dziewczyna, prawdziwa bohaterka.
Już sobie powiedzieliśmy, że to nie był łatwy mecz, ale takie wygrane hartują zespół.
To spotkanie może nam wiele dać. Urośniemy mentalnie. Proszę wziąć pod uwagę, że dla ekspertów i kibiców, to Japonia była faworytem. Może nie zdecydowanym, ale jednak była. Dla nas zwycięstwo z drużyną wyżej ocenianą, która ma ogromne możliwości taktyczne i świetne zawodniczki, jest ogromnym skokiem. Ona tylko utwierdzi zawodniczki, że wszystko to, co dotąd robiły z trenerem Lavarinim miało sens. To je uspokoi, pozwoli im się dobrze przygotować do następnych spotkań. One już wiedzą, że droga jest właściwa i jak dalej będą wierzyć trenerowi, to mogą zajść daleko.
Trochę jednak martwiło to, jak wiele punktów Japonki zdobyły po piłkach odbitych od bloku, które spadały za plecy naszych siatkarek.
Trzeba jednak było przyjąć jakąś taktykę. Jakby zawodniczki stanęły dalej, to zostawiłyby pusty środek pola. Ta przestrzeń byłaby wolna i to mogłoby nam narobić większych szkód. Uważam, że słusznie poświęciliśmy te kilka piłek, które spadły nam za plecy. Obroniliśmy natomiast strefę główną. Finalnie dało nam to zwycięstwo.
Wyróżnił pan Czyrniańską. Ktoś jeszcze zasłużył na pochwały?
Korneluk. Zdecydowanie bym ją wyróżnił. Ona była kluczem do przełamania zespołu w wielu momentach. Świetnie grała na bloku i w ataku. Zdobyła 20 punktów. W przypadku środkowej to nie zdarza się często. Taka skuteczność wskazuje na wybitny mecz. No i ta skuteczność w obronie. Przy jej wzroście nie jest łatwo, a jednak potrafiła to zrobić.
Teraz mecz z Kenią.
W tym spotkaniu tylko sami możemy sobie zaszkodzić. Sportowo rywalki odstają, ale ważne jest to, żeby tego nie zepsuć i wygrać szybko i gładko. To też pokaże wartość drużyny. Ważne, żeby bez większej histerii dobrnąć do meczu z Brazylią i zagrać wielkie spotkanie o zwycięstwo w grupie.
Przejdź na Polsatsport.pl